Twaro analizuje 26. kolejkę Premier League

Angielski futbol nie znosi próżni.

Tam grają w kółko i na okrągło. Jak nie liga to puchar, jak nie puchar to liga. W środę wieczorem Manchester City wygrał z Evertonem i po niemal dwóch miesiącach odzyskał fotel lidera. Jednak na kontemplowanie tego wydarzenia zespół Pepa Guardioli nie ma czasu. A to dlatego, że już w ten weekend startuje kolejny etap wyścigu o mistrzowską koronę. Wiadomo – piłka nożna, spać nie można!

Zaczynamy nietypowo, bo niemal od końca kalendarza 26. kolejki. Na tapet bierzemy niedzielny mecz Tottenhamu z Leicester. Ekipa Pochettino nic sobie nie robi z nieobecności Kane’a i Alliego. Trafia Son, odblokował się Llorente, gospodarze dopisują sobie kolejne punkty w walce o tytuł i Ligę Mistrzów. Niby więc wszystko jest jasne, proste i klarowne. Jednak w piłce tak jak na giełdzie po wzroście zazwyczaj przychodzi korekta. I niewykluczone, że tak będzie właśnie w niedzielę.

Goście ostatnio zremisowali na wyjeździe z Liverpoolem. W meczu z Manchesterem United, co prawda przegrali, ale oddali aż 17 strzałów na bramkę De Gei i sprawili, że serce kilka razy podeszło do gardła fanom „Czerwonych Diabłów”. Warto też pamiętać, że gospodarze już w środę grają mecz w Lidze Mistrzów z Borussią Dortmund. Pochettino siłą rzeczy musi starać się odpowiednio rozłożyć akcenty personalne i fizyczne. I to może być woda na młyn dla Leicester. Goście mogą mieć na Wembley wymarzone warunki do tego by zagrać swój ulubiony futbol, czyli grę z kontry. Niespodzianka wisi w powietrzu.  

Tottenham – Leicester

Mój typ: remis lub zwycięstwo Leicester

 

No to teraz robimy jeden krok w tył w kalendarzu i zajmujemy się sobotnim hiciorem we wszystkich polskich domach. Król Artur Boruc razem ze swoim Bournemouth jedzie na Anfield. Zespół Polaka w meczach wyjazdowych jest zazwyczaj chłopcem do bicia. Wystarczy wspomnieć, że w 6 poprzednich delegacjach „Wisienkom” udało się strzelić ledwie jednego gola. W ostatnich trzech meczach z Liverpoolem też szło im jak po grudzie. Kolejno przegrywali 0:4, 0:3, 0:4. Niby więc dla gości nie ma nawet promyka nadziei jednak jak wiemy piłka bywa przewrotna. Defensywa Liverpoolu nie jest już konstrukcją złożoną z betonu i stali. Po zespole Jurgena Kloppa widać, że zaczyna odczuwać presję i ciśnienie związane z grą o tytuł, a w takich okolicznościach nietrudno o błędy. Goście natomiast mogą podejść do tego meczu na kompletnym luzie. Drużyna Eddiego Howe’a natrzaskała już tyle punktów, że widmo spadku praktycznie nie zagląda jej w oczy. Dosłownie przed chwilą byli w stanie wbić 4 gole Chelsea. To jest dla nich chyba odpowiedni moment by w końcu zakończyć mecz z The Reds bez zera z przodu.

Liverpool – Bournemouth

Mój typ: Bournemouth strzeli gola

Na koniec to, co londyńczycy lubią najbardziej – derby! Może nie te pierwszego sortu, bez światowych gwiazd i milionów telewidzów, ale z całą pewnością z potencjałem na ciekawe widowisko. Crystal Palace podejmuje West Ham. I tutaj, jakkolwiek nie doceniać heroizmu Młotów w ostatnim meczu ligowym z Liverpoolem, do głosu muszą dojść statystyki.

Piłkarze Hodgsona w ostatnim czasie wiedzą, jak wygrywać mecze z lokalnymi rywalami. W poprzedniej kolejce załatwili Fulham, w pucharze poradzili sobie z Tottenhamem, teraz będzie okazja na klasycznego hat-tricka. I raczej jej nie zmarnują. West Ham bowiem, po serii niezłych wyników, znowu notuje słabszą serię. Cechą charakterystyczną zespołu Pellegriniego jest to, że potrafi postawić się bardziej markowym zespołom, natomiast gdy przychodzi mu zmierzyć się ze średniakami lub słabeuszami to zaczynają się schody. Porażki z Burnley, Bouremouth i odpadnięcie z FA Cup z Wimbledonem mówi praktycznie wszystko. Na Selhurst Park „Młoty” znowu mogą mieć mocno pod górkę.

Crystal Palace – West Ham

Mój typ: zwycięstwo West Hamu

Twaro analizuje 26. kolejkę Premier League
Oceń ten post